Napisane przez: mum | 16 Wrzesień 2015

To nie jest koniec, to nowy początek!

Kochani!
Nadszedł dziś właśnie ten dzień, kiedy po czterech i pół roku chcę Wam powiedzieć „dziękuję”.
Dziękuję, że tu wchodziliście, dziękuję że oglądaliście, czytaliście, byliście.
Dziękuję, że czasem może kpiliście, że wzdychaliście i śmialiście (się) 🙂
Tak. Moje słowa oznaczają, że nie zamierzam już publikować zdjęć na tej stronie. Kiedyś ten moment musiał nastąpić i to jest właśnie teraz. Nie jest to decyzja pochopna. Myślałam o tym od dłuższego czasu… Myślałam o tym rok temu, myślałam trzy miesiące temu. Myślałam jak się obudziłam i jak publikowałam kolejne wpisy. Dojrzałam do tego.
Wiele razy wątpiłam, myślałam „po co ja to robię?”, ale zawsze wracałam.
Wracałam tu dla Was. Wracałam po smsie „Kiedy następny wpis?”, „Czy dzieci chore, skoro nic nie piszesz?”. Wiedziałam, że ktoś jest po drugiej stronie i na mnie czeka. To było strasznie miłe. Pisząc myśleć o Was. Pisząc dla Was.
Ale teraz bardzo wyraźnie czuję, że muszę zakończyć publikację.
Dużo rzeczy w moim życiu się zmienia. Po czterech i pół roku bycia domową mamą robię wielki krok. Moje dzieci idą do przedszkola. Moje dzieci wylatują spod moich skrzydeł. Ja pół roku temu wróciłam do pracy. Ten etap się kończy, następny się zaczyna…
Może dzieci nie zaaklimatyzują się w przedszkolu, może to wszystko nie będzie wyglądało jak amerykański sen. Mimo wszystko dla mnie to krok w przyszłość.
Czy komuś w ogóle jest smutno? Ej, no! 🙂
Jeśli jest, to zabrzmi to strasznie, ale bardzo mnie to cieszy! 🙂 Cieszy mnie, że czasem mogłam Wam dostarczyć prasówkę do porannej kawy. Cieszy mnie, że mogłam Wam pokazać nasze wycieczki, zabawy, nasze śmiechy, naszych przyjaciół i rodzinę. Omijałam szerokim łukiem smutki, choroby i płacze – bo to miejsce nie było po to.

Chcę Wam po prostu najzwyczajniej podziękować, że tu wchodziliście. Że Wam się chciało. Jest tyle fajnych stron w internecie, a Wy byliście tu 🙂 Ten blog stał się nieodłączną mną. Częścią mojego dnia. Częścią mnie. Był moim odmóżdżeniem po 16-stu godzinach z dziećmi. Był moją trampoliną. Był moim resetem, był moim psychologiem. Był czasem kozetką i oczyszczalnią myśli. Pozwalał trudne chwile zamienić w żart, łzy obrócić w niepamięć. Wiadomo, że jednocześnie był on nierealny, bo nie opowiadał o smutkach, chorobach i rozterkach, ale taki właśnie miał być. Miał być radosny, miał być szczęśliwy. I wydaje mi się, że był!

Dlatego z całego serca Kochani DZIĘKUJĘ WAM wszystkim!!!

Nie jestem jednak, aż tak zmęczona pisaniem, aby pozostawić Was bez niczego! 🙂
Ba! Chyba, nawet jestem jego spragniona!
Dla chętnych poczytania kolejnych wpisów (mniej lub bardziej nudnych) mam pewien nowy adres… 🙂
Nie ma i nie będzie na nim tylu zdjęć. Będą myśli. Myśli nieuczesane, śmieszne, straszne, moje. Może będzie niezgrabnie, może będzie subiektywnie, może będzie brakowało puenty i przecinków – wybaczcie mi to. Uczę się! Nie wiem ile znowu uda mi się wytrwać w postanowieniu pisania. Czuję, ze to lubię, ale czy pisanie polubi mnie?

Zapraszam Was teraz tu! Do drugiego rozdziału, do drugiego przedziału. Do tych samych, ale już trochę innych nas.

Mama w małym mieście

Z całego serca Wasza JA 🙂

Napisane przez: mum | 3 Wrzesień 2015

Warszawskie ZOO – przybywamy!

Planowaliśmy wybrać się do ZOO już chyba od kwietnia tego roku. Najpierw było deszczowo, potem nie było czasu, następnie było upalnie, potem znowu nas nie było. Zawsze coś – jak to w życiu. Ale w końcu udało się!
Muszę przyznać, że dzieci w wieku 3-4 lat są już idealną grupą wiekową, żeby z zaciekawieniem obserwować zwierzęta. Zadawać pytania i nie marudzić „kiedy koniec”. Wstępnie miałam plan, że wpadniemy tam, zobaczymy 3 najbardziej znane zwierzęta i wrócimy do domu…
O! co to to nieee! Byliśmy zasypywani pytaniami, „Mamo a kiedy zebra”, „Tato, a kiedy krokodyl”. Nie udało się ominąć niczego! Widzieliśmy malutkie jaszczurki i żabki o dziwnych nazwach, rekina, anakondę, różne ptactwo, niedźwiedzia, wydry, kangury, aż po słonia! 5-cio godzinna wycieczka może wykończyć rodziców, ale nie dzieci. Nie usnęły nawet na chwilę w drodze powrotnej!!!

Majestatyczny Lew i jego Pani. W tym związku jest hierarchia 🙂

CSC_0907

Żyrafy są przepiękne. Tu podczas karmienia.

20150829_104820

Krokodyl zaliczony!

DSC_0851

Słonie uraczyły nas swoją zabawą, trąbieniem, obsypywaniem się piaskiem i turlaniem. Ja bym mogła na nie patrzeć jeszcze z godzinę, ale dzieci ciągną dalej!

DSC_0865

Sobie odpocznę 🙂

DSC_0864

Pawiany. Ale ich tam duuużo! Zwinne, szybkie skoczne! 🙂

DSC_0868

Wielbłądy 🙂

CSC_0909

Ara – ulubione zwierzę Leny (przynajmniej na ten dzień) 🙂

DSC_0872

Nareszcie zebry! Na pierwszym planie i na drugim też 🙂

DSC_0885

Zebra. Na nią Tymek czekał całą wycieczkę! Jego ulubiona!

CSC_0908

– Mamo jak się nazywa to zwierzę?
– JAK!
– No właśnie jak?
– No JAK
– No pytam się ciebie jak?!
– Nazywa się JAK!
– Oj! Mamo, dlaczego tak żartujesz!?

DSC_0891

Napisane przez: mum | 2 Wrzesień 2015

Uśmiech dziecka :)

Niedaleko nas rozłożyło się Wesołe Miasteczko. Chyba to samo co rok czy dwa temu, ale dla dzieci frajda jest frajdą. Tydzień temu skorzystaliśmy z jego uciech 🙂

Znamy białego, znamy czarnego, a my zaprzyjaźniliśmy się z różowym łabędziem 🙂

20150823_134814

Latamy na łabędziu!

________________

Samochodzików 10, ale oni musieli wsiąść do jednego 😉

20150823_135904-1

Napisane przez: mum | 1 Wrzesień 2015

Jesteśmy Przedszkolakami!

1 września 2015 był, wciąż jest i będzie jednym z ważniejszych dni w moim życiu. A na pewno w życiu moich dzieci.
To dziś moje Krasnale pierwszy raz na serio zostały same w przedszkolu. Razem.
Było gorąco. Na dworze również, ale to, co działo się w moim brzuchu to prawdziwy wulkan. Mama, która oddaje dziecko do przedszkola mnie zrozumie. Ja oddałam dwójkę na raz.
Udało się Kochani, pierwszy dzień za nami. Nie było łez! Dzieci, kiedy mnie zobaczyły rzuciły się na moją szyję. Ja wzruszona. Ciut spokojniejsza.
Wiem, wiem, kryzys może jeszcze przyjść. Wiem! Ale cieszę się tym, co jest teraz!

Szafki moich przedszkolaków. Lenka wybrała motylka. Tymek – zebrę 🙂

20150901_123125

Lenka, Tymek i Maksik – zasilili grupę 3-4 latków. Razem jest przecież raźniej! 🙂

20150901_125052-1

Trzymamy kciuki i pozdrawiamy Olgę i Stasia – naszych milanowskich przyjaciół, jednocześnie tegorocznych przedszkolaków z innego przedszkola! 🙂

Napisane przez: mum | 1 Wrzesień 2015

8 do potęgi drugiej!

To było 2 porody temu, 256 siwych włosów temu, 2 odwiedziny w ZOO temu, kilka minionych wakacji temu, 8 zim temu. To było 27 kłótni temu, 28 zgód temu. To było setki łez wylanych temu i tysiące uśmiechów temu. To było wtedy kiedy myślałam, że jestem zmęczona w weekend, a nie wiedziałam, że można być zmęczonym milion razy bardziej, to było wtedy kiedy myślałam, że mamy wszystko, a tak naprawdę nie mieliśmy tego najważniejszego. To było tego dnia, kiedy rano padał deszcz i wydawało mi się, że właśnie dlatego nastąpi koniec świata. To było niezliczoną ilość nieprzespanych nocy temu. To było plus 40 kilogramów temu, ale też jednocześnie minus te 40 kilogramów 🙂 To wszystko było 8 lat temu!

Mimo, że zakładając ślubną suknię pierwszy raz po 8 latach nie mogłam się nadziwić jak mogłam ją wybrać i gdzie ja miałam wtedy oczy (???) to i tak teraz najważniejsze jest to, co jest teraz, bo teraz jest nie 8, ale 100 razy lepiej. Dzięki temu, że są oni!

1 września 2007. Dziś mija dokładnie 8 lat od naszego ślubu 🙂 A my może już nie aż tak młodzi, ale fajniejsi niż wtedy! 😉 😉 😉

CSC_0905

DSC_0901

Napisane przez: mum | 31 Sierpień 2015

Gdańsk – LUBIĘ TO!

Między 16 a 21 sierpnia gościliśmy w Gdańsku. Super czas, super miejsce, super pogoda. Nic nie zastąpi polskiego morza, miękkiego piasku, szerokich plaż, pachnących gofrów… A jeśli to wszystko odbywa się w towarzystwie – tym razem – Cioci Oli, Wujka Tomka, Franka i małej Zosi – wtedy jest już rewelacyjnie 🙂

Hotelowi zbóje atakują! 🙂 Tymek, Lena, Franio. W kolejności  – 3, 4, 5 lat 🙂

DSC_0819

Paczka 🙂

DSC_0816

Gdynia. Centrum Nauki Eksperyment. Jak bije serce? Lenka sprawdza razem z tatą.

DSC_0783

Gdynia. Centrum Nauki Eksperyment. Magnesy „się kleją” 🙂

DSC_0781

Gdynia. Centrum Nauki Eksperyment. Tymek obserwuje ptaki przez wielką luneto-lornetkę 🙂

DSC_0811

Plażowicze 🙂

DSC_0767

Odpoczynek po plaży. Bajka na DVD. Zawsze w pakiecie 🙂

DSC_0648

Plac zabaw 🙂

DSC_0686

Tymek na placu zabaw 🙂 Sprężynka 🙂

DSC_0707

Najsłodsza i najspokojniejsza Zosia 🙂

DSC_0715

Przyhotelowa bawialnia. Tymek puszcza bańki 🙂

CSC_0835

Plażujemy!

20150819_112247

Czy to przyjaźń czy to jest kochanie? 😉

20150817_104403

Małe, mądre oczka! Zosia 🙂

DSC_0722

Wspaniały rodzinny czas! Dziękujemy Wam!

Napisane przez: mum | 27 Sierpień 2015

Staruszek świat…

Tymek wstaje rano, chwyta za butelkę z piciem z dnia poprzedniego.
– Tymuś nie pij tego, to jest stare, zrobię ci nowe – mówię
– A to jest stare? – upewnia się Tymek
– Tak, stare jak świat – odpowiadam
– A świat jest stary? – pyta Tymek
– Tak, świat jest bardzo stary już… – potwierdzam
– Mmmm… – wzdycha Tymek – taki stary już? Starszy niż dziadek Jurek???!!! To chyba niemożliwe!!!

🙂 🙂 🙂 🙂

Napisane przez: mum | 26 Sierpień 2015

Spotkanie po latach :)

Po kilku dobrych latach udało się spotkać! W pierwszej połowie sierpnia dojechały do nas: Ciocia Justyna z córkami: Hanią i Lilką oraz Ciocia Ewelina. Znamy się od 6 roku życia kiedy to spotkałyśmy się w przedszkolu. I tak szłyśmy razem przez szkołę podstawową i liceum. Na studiach nasze drogi poprowadziły nas do innych miast, ale to nie przeszkodziło być w kontakcie do dziś 🙂 Wspaniały czas, wspaniałe emocje, cudne wspomnienia i mnóstwo śmiechu aż do późnych godzin nocnych 🙂

Lena i Hania złapały wspaniały kontakt. Przez cały pobyt dziewczyn nie odnotowałam żadnej sprzeczki, a podobne upodobania (księżniczki, królewny, Elsa z „Krainy Lodu”) spowodowały, że dziewczyny nie opuszczały się nawet na chwilę. Kiedy Hania wyjechała Lena była bardzo zawiedziona i smutna… Widać było, że ją bardzo polubiła. Dzielą je dokładnie 2 lata.

DSC_0551

Królewna Lila. Chodzi ciut swoimi ścieżkami. Jest najsłodszym uparciuszkiem – tylko 2 miesiące młodsza od Tymka 🙂

DSC_0569

Lilka i Tymek odpoczywają od upału przy bajkach 🙂

20150811_112332

Ekipa w komplecie 🙂 Upał dawał się we znaki, ale komu jak komu – im on nie był straszny!

DSC_0557

Hania. Jest radość 🙂

DSC_0566

Nasza wuwuzela nigdy nie zrobiła takiej furory jak tego dnia. Lilka (w połowie południowoafrykanka) od razu wiedziała jak na niej grać 🙂 To się po prostu ma w genach 🙂

DSC_0643

Lody dla ochłody 🙂

DSC_0634

Lilka w pogoni za bańkami 🙂

DSC_0641

Dziewczyny! Dziękujemy, że byłyście! Widzimy się teraz obowiązkowo szybciej, nie ma innej opcji 🙂

Napisane przez: mum | 25 Sierpień 2015

Spostrzeżenia

Tymek idzie z Leną i tatą do sklepu. Mijają grupkę chwiejących się mężczyzn. To nasi okoliczni stacze 🙂 Od rana do nocy w tym samym miejscu, zawsze mają kasę na „napój orzeźwiający”.

– Ale dużo ludzi – mówi Lenka mijając grupę
– To łobuzy są!!! – wykrzykuje Tymek

🙂 🙂 🙂 🙂

____________________________________________

Zakładam okulary przeciwsłoneczne. Lena patrzy na mnie.

– Wiesz, jesteś teraz podobna do mamy Stasia – mówi Lena
– Nieeee! – głośno zaprzecza Tymek – Mama Stasia nie ma niebieskich paznokci na nogach!

🙂 🙂 🙂 🙂
Także wiesz Marta (mamo Stasia) – tylko ten kolor nas różni 😉

Napisane przez: mum | 13 Sierpień 2015

Trzy świnki – wersja by Tymon

Od kilkunastu dni Polską rządzi upał. Nie narzekam, bo ciepło lubię, w domu jakoś da się przeżyć, ale bywają momenty, że jest ciężko. Na przykład na zakupach, rozgrzanym parkingu, w mieście… Wracamy wspólnie z dziećmi ze wspomnianych zakupów. Jestem padnięta od słońca, dźwigania toreb i zapakowywania ich do rozgrzanego samochodu. Przed drzwiami do domu instruuję dzieci:

– Idźcie do cienia do ogródka, ja wrzucę zakupy do lodówki i do Was przyjdę – dostali butelki z piciem do rąk i pobiegli.
Ja w pędzie wrzucam co muszę do lodówki łapiąc chłodniejsze powietrze w domu. Po chwili wpada Lenka:
– Mamo, a kiedy przyjdziesz i nas pohuśtasz?
– Lenka, proszę Cię, idź do ogrodu, zaraz przyjdę.
Za 14 sekund przychodzi Tymek:
– Mamo, a Lena mi zabrała wędkę.
– Proszę się nie kłócić, mało macie zabawek żeby sprzeczać się o jedną wędkę? – tłumaczę pytająco.
W amoku upycham wszystko po szafkach, już zaczynam mieć dość. Włożyłam jogurt grecki do szuflady z przyprawami. Kurczę to nie tu!
Za dosłownie 5 sekund wpadają we dwójkę do domu:
– Maaamoooo a czy mogę teraz chrupki? – pyta Lena
No zaraz oszaleję, nie mogę skupić myśli, a oni nie mogą wytrzymać jednej minuty na dworzu?
– Posłuchajcie mnie! – mówię już podniesionym tonem – ja teraz rozpakowuję zakupy, wy musicie się zająć sobą. Zaraz do Was przyjdę i będziemy razem wymyślać zabawy, kąpać się w basenie. Proszę iść na dwór i na mnie czekać. Tylko w przypadku bardzo pilnym można przyjść do mnie, jak na przykład ktoś się uderzy, ktoś chce do toalety albo jak boicie się dużego owada, rozumiecie? – pytam
– Taaaak – skulili uszy po sobie i wyszli
Zbliżam się z zakupami do końca, upijam łyk ciepłej wody. Brrr. To nie było smaczne…
No nie wierzę, kolejne 9 sekund, do kuchni wchodzi Tymon. Zaraz się zagotuję od wewnątrz. Biorę głęboki oddech. Co on chce? – myślę sobie
– Maaamooo…
– Słucham? Czy to, o co chcesz zapytać, to coś ważnego? – pytam
– Taaak – odpowiada
– No to słucham – patrzę na niego i czekam na jakąś bombę.
– Maamoo… A czy nasz dom jest zbudowany z cegieł?

🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂
Uwierzcie mi. Parsknęłam śmiechem.

Older Posts »

Kategorie